Znalazłam! Już wczoraj, czy przedwczoraj.
A mianowicie znalazłam drugiego kotka. A jak go znalazłam to uruchomiły się moje uś

ione trybiki w mozgu. Przypomniałam sobie dlaczego kotek jest tak sfatygowany - bo niecały rok temu wisiał na lodowce u dziadkow...zaraz...a czy na tej lodowce nie wisiało więcej moich rysunkow? A wisiało. To gdzie one są? Hmm....*myśli,myśli,myśli*...
....i wymyśliłam! a raczej przypomniałam sobie, że zapakowałam je pod wszystkie notatniki, zeszyty i Silva Rerum w innej szufladzie. Zaglądam, patrzę...a i owszem...są. Ale dlaczego tylko dwa?
I wtedy przypomniałam sobie bardzo nieprzyjemną rzecz. Jak ja nienawidzę jak ktoś BEZ MOJEGO PYTANIA zabiera/pozbywa się/oddaje komuś coś co należy do mnie, tak, że ja już tego nigdy nie zobaczę. Bo to było tak:
Przenoszenie lodowki od dziadkow do rodzicow (i do mnie tym samym). Lodowka przetransportowana. Oglądam ją:
- Ale tu nie ma paru moich rysunkow, gdzie one są?
Kochany rodzic odpowiada:
- A..jakiemuś panu, co nam pomagał przenieść lodowkę się spodobały i sobie zabrał.
...
...
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
...
...
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1
...
...
AAAARRRRRRGGGGHHHHHH dajcie mi jakąś siekierą bo mam ochotę kogoś zamordować!!!
Jeszcze teraz dostaję białej gorączki. Nie to, żebym była jakaś mściwa, albo nie chciała się dzielić dobrami. Ale jak można zrobić coś takiego? Bez pytania? Człowiek, ktorego nie znam i ktory mnie nie zna? A ja się bardzo przywiązuję do rzeczy materialnych, do tej pory wypominam mamie jak bez mojej wiedzy wyrzuciła moj sweter, a niedawno oddała jedną z moich książek, też oczywiście bez pytania. I to były trzy sytuacje w moim życiu gdy zrobiłam moim rodzicom piekło na ziemi...Bo to jest chyba jedyna sytuacja zdolna wyprowadzić mnie z rownowagi.
No..już mi lepiej

A te dwa rysunki, ktore ocalały z nieznanego pogromu, też umieściłam.